Stanisław Antczak zginął od jednego postrzału w głowę. Takie są wstępne wyniki sekcji zwłok. Na piątkowej konferencji prasowej policja zdradzała kolejne szczegóły śledztwa i czwartkowej akcji.
W rozmowach ze swoimi kolegami ze światka przestępczego Stanisław Antczak miał powiedzieć, że tym razem nie da się złapać policji i nie wróci do więzienia. Kiedy w czwartek wieczorem funkcjonariusze z grupy pościgowej osaczyli go, strzelił sobie w głowę.
W piątek rano policja zabezpieczała kolejne ślady na terenie boiska Zespołu Szkół Specjalnych przy ul. Letniskowej 1, gdzie popełnił samobójstwo. W szkole odwołano zajęcia. Do bunkra, w którym od kilku dni ukrywał się w Puszczy Bukowej, o godz. 10.30 weszli pirotechnicy. Policja była ostrożna, bo nie wykluczała, że mogą być tam zamontowane ładunki wybuchowe. Znaleźli w bunkrze materac, resztki jedzenia, ubrania i skradzione sprzęty m.in. telewizory, monitory, laptopy.
W tym czasie w Zakładzie Medycyny Sądowej w Szczecinie przeprowadzano sekcję zwłok Antczaka.
- Poszukiwany zginął od jednego postrzału w głowę - mówił dziennikarzom na piątkowej konferencji prasowej inspektor Tadeusz Pawlaczyk, komendant wojewódzki policji w Szczecinie. - Na jego ciele nie znaleziono innych ran od kul.
W trakcie strzelaniny goniący go policjanci oddali w jego kierunku osiem strzałów. On odpowiedział trzema-czterema. Żaden z policjantów nie został ranny.
Obława
- Od czterech dni mieliśmy nad nim pełną kontrolę - mówi Waldemar Horodko, komendant miejski policji w Szczecinie. - Wiedzieliśmy, gdzie przebywa i jak postępuje. Gdy wychodził z kryjówki, przez jakiś czas sprawdzał, czy ktoś go nie obserwuje. Kończyło mu się jedzenie i pieniądze. Chcieliśmy, by pojawił się w miejscu, które my wybraliśmy. Tak by zagrożenie dla przypadkowych osób było jak najmniejsze, bo wiedzieliśmy, że użyje broni - tłumaczył Horodko.
W czwartek po godz. 19 Antczak wyszedł ze swojej kryjówki - bunkra w pobliskiej Puszczy Bukowej. Obserwowało go ponad 40 policjantów. Nie wszystko jednak poszło po myśli zachodniopomorskiej policji i grupy dochodzeniowo-śledczej.
Spłoszony syreną przejeżdżającej w pobliżu karetki lub radiowozu zaczął uciekać w kierunku dzielnicy domków w rejonie ulic Bukszpanowej i Czeremchowej w pobliże szkoły specjalnej. Te tereny znał bardzo dobrze. Wychowywał się w tamtejszym Domu Dziecka. Wokół było pełno bunkrów.
W trakcie pościgu wywiązała się strzelanina.
- Policja biegała za mężczyzną, który miał przy sobie coś, co przypominało czerwone światełko. W pewnym momencie nawet policjant krzyknął do nas: “Biegnijcie za nami” - opowiada 22-letni Grzegorz, który wraz z innymi osobami był świadkiem pościgu.
Snajper oddał w kierunku policjantów kilka strzałów. Oni odpowiedzieli ośmioma. Jednak nikt go nie trafił. Kiedy przeskoczył przez wysoki na dwa metry płot szkoły, znalazł się w potrzasku - przed nim stanęło dwóch policjantów. W tym momencie przyłożył sobie broń do głowy i strzelił.
Groziło mu dożywocie
Antczak był sprytnym bandytą. Choć niewykształcony (skończył tylko cztery klasy podstawówki i potem dwie w szkole specjalnej) przez trzy tygodnie intensywnych poszukiwań był krok przed policją. Miał używać m.in. noktowizora i laptopa.
Bardzo się zmienił. “Unowocześnił”. W latach 90. po serii napadów i kradzieży policja nazwała go “Janosikiem”. Wtedy zarośnięty wyglądał jak człowiek z lasu. Przez kilka lat zresztą mieszkał w namiocie w Puszczy Bukowej. Teraz był to zadbany, schludnie ubrany i wysportowany mężczyzna.
Poszukiwania Antczaka trwały od lipca 2005 r., kiedy to uciekł z Zakładu Karnego w Goleniowie, gdzie odsiadywał 13-letni wyrok za rozboje i napady z niebezpiecznym narzędziem.
Jednak intensywne poszukiwania rozpoczęły się 13 lutego, gdy ponownie użył broni. Broń traktował jako zabezpieczenie przy ucieczce podczas włamań. Dopóki działał ze wspólnikiem, nigdy jej nie użył.
- Od chwili gdy złapaliśmy jego kompana, stracił panowanie nad całą sytuacją. Stał się bardziej agresywny. Nastąpiła eskalacja jego działań. Dwukrotnie użył broni palnej - dodaje inspektor Marek Bronicki, zastępca komendanta wojewódzkiego policji w Szczecinie.
Tak było 7 lutego, gdy postrzelił w kolano usiłującego go obezwładnić Albina Majkowskiego, rzecznika zachodniopomorskiego SLD. To wtedy po raz pierwszy zrobiło się głośno o “snajperze” (nazwanym tak przez media, bo posługiwał się celownikiem laserowym). Tydzień później strzelił do opiekuna prostytutek, gdy ten próbował go przejechać samochodem. Wielka obława w Puszczy Bukowej nie przyniosła jednak rezultatu. Przez kolejne dni wymykał się policji.
- Raz byliśmy bardzo blisko, kiedy dwa tygodnie temu odnaleźliśmy jego kryjówkę w garażu na os. Bukowym. Zabrakło nam dosłownie 40 minut - mówi Waldemar Horodko, komendant miejski policji w Szczecinie.
W ubiegłym tygodniu Prokuratura Okręgowa w Szczecinie wystawiła za nim ogólnopolski list gończy i przedstawiła mu kilka zarzutów: nielegalne posiadanie broni, usiłowanie zabójstwa, uszkodzenie ciała i rozboje. Na podstawie odnajdywanych w różnych kryjówkach rzeczy policja przypisuje Antczakowi około 80 przestępstw.
Groziło mu dożywocie. Za pomoc w jego schwytaniu wyznaczono w sumie 20 tys. zł.

